Wspomnienia więźniów Pawiaka…

wspomnienia z więzienia śledczego.

Więzienie śledcze w Warszawie – “Pawiak”

Komentarzy: 36 »

Więzienie to kierowane było przez oddziały SS podczas II wojny światowej. Znane było ze szczególnej okrutności, w jaki traktowano w nim więźniów. Duża część aresztowanych trafiała następnie do obozów koncentracyjnych, bądź była rozstrzeliwana.

Zabijanie chorych

Komentarzy: 34 »

Nie zapomnę wrażenia, jakie wywarło na mnie pierwsze zabranie mi chorego na rozstrzelanie w drugim dniu po operacji. Kiedy do szpitala zgłosił się wachmajster zabierający więźniów do transportu i wymienił nazwisko więźnia operowanego poprzedniego dnia z powodu uwięźniętej przepukliny, odpowiedziałem., że inie wolino go ruszać w tym. stanie. Powiedział, że taki ma rozkaz. Prosiłem, aby zaczekał, a sarn pobiegłem do komendanta więzienia. Podniecony, wyłożyłem mu moją prośbę. Do dziś pamiętam zimną, sarkastycznie uśmiechniętą twarz sturmscharfiihrera i odpowiedź “To nie wchodzi w rachubę”;

Mocniejsza pozycja

Komentarzy: 38 »

Opanowanie epidemii i poszerzenie działalności szpitala podniosło ogromnie naszą pozycję na Pawiaku — tym razem nie tylko w stosunku do zwykłych wachmajstrów, ale przede wszystkim w oczach dygnitarzy pawiackich i w Alei Szucha. Dla nas osobiście stała się jednak ogromnym ciężarem, głównie psychicznym. Pomijając sam fakt zwiększania pracy czysto lekarskiej, co w niektórych okresach stawało się naprawdę fizycznie bardzo męczące, zwiększenie możliwości kontaktowych i bezustanne załatwianie spraw konspiracyjnych wprowadzało ogromne napięcie nerwowe. Praca lekarska w tych warunkach też stwarzała co chwila sytuacje niezwykle trudne.

Koniec epidemii

Komentarzy: 30 »

Epidemia duru w więzieniu przestała mieć sens i musiała się skończyć. Miało to być jednocześnie potwierdzeniem słuszności zarządzeń dra Bomayera i owocem działalności kolumny sanitarnej. Ale przecież nie mogła urwać się jak nożem uciął z zakazem wyjazdów do szpitali na miasto. To byłoby nawet dla Niemców zbyt oczywiste. Były jeszcze konieczne chociaż 2—3 przypadki. Same wszy nie chciały jakoś tego zrobić, musieliśmy im pomóc. Ale gdy łatwo było zaproponować komuś poważnie obciążonemu, że za cenę zaszczepienia duru wyjedzie do szpitala wolnościowego i zyska możliwość ucieczki, to trudno było narażać więźnia na przebycie tak ciężkiej choroby w warunkach Pawiaka i ewentualnego wyjazdu zaraz po chorobie do obozu koncentracyjnego. To mogło się równać wyrokowi śmierci.

Nie mieliśmy jednak wyjścia. Wraz z drem Sliwickim, wspomniawszy Hipokratesa i prof. Szenajcha, obciążyliśmy nasze sumienia. Na ofiary wybraliśmy dwóch więźniów kryminalnych, którzy w odstępie kilku dni zachorowali, kończąc okres epidemii duru plamistego na Pawiaku.

Nowe zakazy…

Komentarzy: 46 »

Rola sanitarna kolumny wobec stałego przepełnienia więzienia i ogólnie bardzo złych warunków była jednak podrzędna i raczej maskująca właściwą działalność konspiracyjną.

Wobec stałych ucieczek więźniów, wysyłanych z powodu duru plamistego do szpitali wolnościowych, Gestapo wydało wkrótce polecenie leczenia ich w szpitalu więziennym i absolutny zakaz wysyłania kogokolwiek do szpitali wolnościowych.

Całkiem nowe mozliwości

Komentarzy: 29 »

Naturalnie wyzyskaliśmy natychmiast nasze nowe możliwości.

Przede wszystkim rozbudowaliśmy ogromnie działalność kolumny sanitarnej. Pod pretekstem zwalczania wszawicy i chorób zakaźnych wprowadziliśmy badanie wszystkich nowo przybyłych więźniów przez sanitariuszy kolumny sanitarnej.

Kolumna sanitarna otrzymała osobne pomieszczenie w piwnicy na oddziale VII, przejściowym, gdzie prowadzono szczegółowe oględziny każdego nowo przybyłego więźnia. Naturalnie odbywało się to w obecności wachmajstra, który jednocześnie rewidował ubrania rozebranych do oględzin więźniów i zabierał rzeczy wartościowe do depozytu. Często był tak zajęty myślą o tym, co z tego depozytu „zorganizować” dla siebie, że członkowie kolumny sanitarnej mogli dowiedzieć się od aresztowanego, czy i kogo należy uprzedzić na wolności, lub udzielić nowemu pouczeń i wskazówek, czy ukryć lub zniszczyć kompromitujące dowody (ulotki, listy itp.). Wymagało to sprytu i zdeterminowania, umiejętności zagadania i zaabsorbowania wachmajstra, gdyż jakakolwiek „wsypa” kończyła się nie tylko skatowaniem i zdjęciem z funkcji, ale nowym śledztwem i w najlepszym razie wyjazdem z pierwszym transportem do obozu. Dalszymi zadaniami kolumny sanitarnej były odwiedziny więźniów w celach dla sprawdzenia stanu higienicznego, odkażanie pomieszczeń, doprowadzanie chorych do szpitala itp. Wszystkie te czynności odbywały się — jak już wspomniałem — w asyście wachmajstra, ale rozrzerzały ogromnie nasze możliwości kontaktów, dotarcia do izolowanych, przeniesienia więźniów do innej celi itp.

Szczególne względy

Komentarzy: 45 »

Ale Befehl ist Befehl (rozkaz jest rozkazem) i wyciągnęli z tego natychmiast logiczny wniosek. Wszyscy zaczęli się z nami witać, podając rękę! Przecież nie mogli być gorsi od swego sturmbannfuhrera. W ten sposób nasza pozycja i znaczenie znów wzrosło. Jeszcze większej wagi nabrała nasza funkcja wskutek dalszych zarządzeń dra Bomayera. Wobec kierownika warszawskiego Gestapo postawił on sprawę w ten sposób, że jeśli ma zlikwidować epidemię duru plamistego i utrzymać jaki taki stan sanitarny w więzieniu, to musi mieć stały personel lekarski i pomocniczy w szpitalu. Zakazał więc zdejmowania z funkcji kogokolwiek z tego personelu bez jego wiedzy i zgody. Miało to dla nas osobiście ogromne znaczenie, gdyż gwarantowało (naturalnie w pewnym stopniu), że nie zostaniemy dołączeni do transportu idącego do obozu lub na „rozwałkę” z powodu widzimisię któregoś z wachmajstrów. Wydał też polecenie spełniania przez administrację więzienną naszych zaleceń w dziedzinie sanitarnej i zdrowotnej. Przyznać też muszę, że konsekwentnie i z bardzo dużą dozą dobrej woli popierał wszystkie wysuwane przez nas postulaty. Dzięki niemu uzyskaliśmy prawo poruszania się bez dozoru na terenie więzienia, otrzymaliśmy własną celę i prawo powrotu do niej na noc w takim czasie, kiedy sami uznamy, że obecność nasza w szpitalu nie jest już potrzebna. Byliśmy też wzywani nocą do chorych.

Herr Kolege !

Komentarzy: 40 »

Obydwaj z doktorem Siwickim zaczęliśmy więc, za zgodą zainteresowanych, szczepić im dur, przestrzykując krew chorych. Kilku więźniów z najcięższymi sprawami udało się w ten sposób wyprowadzić na wolność. Epidemia duru na Pawiaku zbiegła się ze zmianą na stanowisku naczelnego lekarza Gestapo (Schefarzt der Sicherheitspolizei und S.D.).

Na miejsce wyjątkowego łobuza i zagorzałego polakożercy dra Scherbela, który za zasługi został przeniesiony do zdobytego wówczas Paryża, przybył dr Bomayer. Wysoki stopniem (Sturmbannführer), kulturalny, porządny człowiek, dobry ftizjatra. Swoje urzędowanie na Pawiaku rozpoczął od tego, że przywitał się z doktorem Siwickim i ze mną podając nam rękę i zwracając się do nas: „Herr Kolege”. Jednocześnie wyrzucił za drzwi wachmajstrów pawiackich, którzy wkroczyli z nim do szpitala Oświadczył im, że pragnie omówić z lekarzami sprawy epidemii i szpitala, więc oni nie są mu potrzebni.

Sprawiło to niesamowite wrażenie na naszych wachmajstrach. Wydawało się, że nie chce im się w głowach pomieścić, jak to jest możliwe, aby ten. wysoki oficer witał się jak z ludźmi z häftlingami, których oni tai niedawno kopali, a ich wyrzucił za drzwi.

Medyczna konspiracja

Komentarzy: 28 »

Następnym naszym sprzymierzeńcem w tej walce o wyrabianie pozycji dla personelu sanitarnego była Rickettia Provazekia i wszy. Duru plamistego Niemcy bali się okrutnie. A właśnie zaczęły się pojawiać coraz liczniejsze jego przypadki w więzieniu. Widząc, jakie zamieszanie wywołuje to w administracji więziennej, że wstrzymano transport do Oświęcimia, że zarządzono kwarantannę w celach, a potem na oddziałach, zabraniając wożenia na przesłuchanie w Aleję Szucha, postanowiliśmy utrzymać epidemię. Do podjęcia tej decyzji skłoniło nas jeszcze to, że więźniów chorych wysyłano do szpitali wolnościowych, skąd jeden po drugim zaczęli uciekać. Mimo posterunków granatowej policji przy łóżkach, a nawet przykuwania chorych do łóżek szpitalnych nikt już nie wracał. Ten i ów oficjalnie zmarł, inni zostali odbici.

Wspólne korzyści

Komentarzy: 35 »

Pewnego dnia zjawił się więc jeden bardziej przedsiębiorczy, pokazał nam w tajemnicy, co miał do pokazania i zażądał, aby go leczyć. W pierwszej chwili usiłowaliśmy się wykręcić, zasłaniając się zakazem leczenia Niemców przez Polaków, a tym bardziej więźniów. Ale postawa jego była tak kategoryczna, a nasze zahukanie tak duże, że ulegliśmy. Mikroskop i laboratorium było, cibazol też. Wynik był szybki. Natychmiast zjawili się następni. My z kolei zorientowaliśmy się bardzo szybko w korzyściach, jakie nam to dawało. Jedni wachmajstrzy byli już naszymi pacjentami, inni mieli nadzieję nimi zostać. Jakoś trudno bić po mordzie lub kopać własnego lekarza, nawet jeśli jest häftlingiem. Pierwszy wyłom został uczyniony, za nim powoli poszły dalsze.



-
- "Epidemia duru w więzieniu przestała mieć sens i musiała się skończyć. Miało to być jednocześnie potwierdzeniem słuszności zarządzeń dra Bomayera i owocem działalności kolumny sanitarnej. Ale przecież nie mogła urwać się jak nożem uciął z zakazem wyjazdów do szpitali na miasto. To byłoby nawet dla Niemców zbyt oczywiste."

-
-